Sportowcy z biało-czerwoną flagą


Wiele rzeczy w naszym kraju podlega nieustannej krytyce. Na słowa pochwały zasługują jednak polscy sportowcy.


             Wielu zapewne się zgodzi, że w naszym kraju dość często można usłyszeć głosy krytyki na rozmaite dziedziny życia. Po głowie dostaje się władzom, ostre słowa padają w kierunku drogowców, służby zdrowia, policji, służb porządkowych i wielu innych organizacji oraz pojedynczych osób. W zasadzie trudno znaleźć takie pole, które uniknęłoby jakiejkolwiek formy krytykanctwa.  Nieprzychylne komentarze zostały wypowiedziane nawet wobec osoby nowego papieża, zarzucając mu, przesadną skromność.
            Głosy narzekania często można było słyszeć gdy mowa była o polskim sporcie. Nasila się to zwłaszcza przy okazji rozmaitych mistrzostw, olimpiad czy innych większych międzynarodowych imprez.  W przypadku piłki nożnej schemat ten wygląda tak, że najpierw śpiewa się hymn narodowy, potem jest mecz. W czasie spotkania słyszymy w pierwszej połowie pełen nadziei głos Dariusza Szpakowskiego, który w drugiej połowie staje się nieco bardziej przygnębiony. Po spotkaniu zamiast hymnu narodowego, mamy inną, znaną w kraju pieśń pod tytułem :”Nic się nie stało”, a następnego dnia wysłuchujemy w telewizji dziesiątków wypowiedzi, że szkolenie w Polsce jest słabe, panuje korupcja, nikomu się nie chce, polski sport leży, a wszystko to jest winą pewnej partii politycznej. Podobne wypowiedzi usłyszeliśmy także po ostatnich Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Po stercie takich informacji można dojść do wniosku, że bycie Polakiem jest czymś, co automatycznie skazuje na zajęcie odległej pozycji, niezależnie o jakiej dyscyplinie byłaby mowa.  Rzeczywiście, muszę przyznać, że głosy krytyki dotyczące rozmaitych dziedzin życia nieraz mają swoje uzasadnienie. Jeśli jednak mowa o sporcie, to ostatni okres przeczy opiniom, że jest on w kiepskiej kondycji.
            Dawno już zakończył się okres, w którym jedyną osobą, która wyróżniała się na polskiej scenie sportowej był Adam Małysz. Byłem, jestem i zawsze będę pod wrażeniem talentu, wiary w siebie i sukcesów tego mieszkającego w Wiśle, drobnej postury sportowca. Śmiało można powiedzieć, że może być on uznany za jednego z najlepszych ski-jumperów wszechczasów. Niemniej jednak są też inni skoczkowie, którzy zasługują na niemały podziw.  Właśnie wczoraj zakończył się sezon skoków narciarskich, w którym polscy skoczkowie osiągnęli rezultaty, z których mogą być dumni. Jako drużyna, zajęli w klasyfikacji generalnej piątą lokatę. Owszem, były konkursy lepsze i gorsze, nie jest to też pierwsza trójka. Nikt jednak nie może powiedzieć, że piąte miejsce nie jest sukcesem. Indywidualnie także nie ma się czego wstydzić. Kamil Stoch zajął w klasyfikacji generalnej trzecie miejsce, Piotr Żyła piętnaste, a osiemnaste miejsce zgarnął Maciej Kot. Na dalszych miejscach mamy też innych reprezentantów, ale spokojnie, ledwo ukończyli oni 20 lat więc ich czas jeszcze nadejdzie. Jestem z naszej kadry skoków narciarskich dumny i cieszy mnie widok tego, jaką sport sprawia im radość i jaką tworzą zgrana grupę kolegów.
                        Polska kadra skoczków narciarskich to piąta drużyna na świecie

            Wracając do osoby Adama Małysza. Choć zakończył on karierę skoczka narciarskiego, a swoje narty zamienił na kask, kierownicę i cztery koła, to nawet na tym polu nowych wyzwań jest kimś odnoszącym sukcesy. Wprawdzie nie osiąga wyników, które pozwoliłby mu walczyć o czołowe lokaty, ale nie oczekujmy tego od kogoś, kto dopiero niedawno zaczął swoją przygodę z rajdami samochodowymi. Czy można oczekiwać umiejętności pilotowania Jumbo Jeta  od kogoś kto dopiero opanował latanie niewielką awionetką? Albo czy nie byłoby zbyt wygórowanym wymagać nagrań światowej jakości od człowieka  dopiero stawiającego pierwsze kroki na muzycznej estradzie? Tak więc, na miarę możliwości Małysza, trzynaste miejsce w ostatnim Rajdzie Dakar oraz czwarta lokata po siedmiu etapach rajdu Baja Italia to rezultaty, które pozwalają mu dostrzec swój potencjał i przy ciężkiej pracy, można mieć nadzieję na jeszcze lepsze wyniki w przyszłości.
            Skoro jesteśmy przy tematyce rajdowej, to nie mógłbym nie wspomnieć o wracającym do zdrowia po wypadku Robercie Kubicy. Można było ostatnio przeczytać informacje o tym, że wyścigi samochodowe i rajdy mają inną specyfikę więc ktoś kto całe życie jeździł po wyścigowym torze, nie będzie umiał się odnaleźć na rajdowych trasach, podobnie jak Usain Bolt nie odnalazłby się na trasie maratonu. Tymczasem Kubica zadaje kłam takim opiniom. W zawodach  z wyraźną przewagą pokonuje zawodników, a w czasie ostatniego rajdu zaliczanego do Rajdowych Mistrzostw Europy miał ponad minutową przewagę nad drugim zawodnikiem. Szkoda, że zniweczyła to mała kraksa, która uniemożliwiła jednak dalszą jazdę. Może następnym razem…
            To oczywiście tylko trzy przykłady ze sceny polskiego sportu. Nie można zapomnieć także o innych wybitnych osobach jak Justyna Kowalczyk, która zdobyła czwartą Kryształową Kulę w biegach narciarskich, o żużlowcach z Jarosławem Hampelem i Tomaszem Gollobem na czele, którzy w ostatnich zawodach z cyklu mistrzostw świata zajęli miejsca na podium albo o siostrach Radwańskich, które bardzo dobrze radzą sobie na światowych kortach tenisowych oraz wielu innych. Nie można też zapomnieć o tych sportowcach, o których szersze grono ludzi może nigdy nie usłyszy, którzy z ambicją godną podziwu trenują we własnym zakresie i dla których niemałym osiągnięciem jest pobicie własnych rekordów niezależnie od tego czy jest to pływacki basen, szlak rajdu rowerowego czy trasa biegowa. 
              Patrząc na ostatnie wyczyny polskich sportowców, naprawdę można się cieszyć

            Jak mam zatem ocenić kondycję polskiego sportu? Choć dziennikarzem sportowym nie jestem, to mogę powiedzieć, że na pewno nie jest ona tak negatywna jak było to przedstawiane w przeszłości. Mamy wielu utalentowanych sportowców, którzy odnieśli w ostatnim czasie nie mało sukcesów. Jest też coraz więcej sportowców – amatorów, którzy doceniają role wysiłku fizycznego w codziennym życiu.  Śmiało mogę zatem powiedzieć, że w Polsce sport stoi na niezłym poziomie, z którego można być zadowolonym. Trzeba wiedzieć, że sportowcy z biało-czerwoną flagą na koszulce czy kombinezonie nie muszą się bać swoich rywali. Tak trzymać!!


                                                                                                                            25.03.2013

Szacunek, kultura i wolność słowa


Każdy ma prawo wyrażać swoje poglądy. Problem w tym, że niektórzy wolność słowa wykorzystują do bezkarnego ośmieszania innych.

Są pewne osoby, które nazwać można agitatorami wolności słowa we współczesnych czasach. Wystarczy pooglądać parę serwisów informacyjnych, poczytać kilka gazet publicystycznych, aby zobaczyć, że o kwestię tę toczy się wiele bojów, kłótni i słownych przepychanek. Takie osoby uważają na przykład, że każdy człowiek ma bezwzględne prawo mówić to, co mu się podoba. Nie ma znaczenia, że czyjaś wypowiedź może ośmieszać coś, co dla kogoś może być istotne oraz być obrazą i lekceważeniem wobec jakieś grupy społecznej. Idąc dalej za tak pojmowaną ideą wolności słowa, uważa się, że artyści powinni mieć zapewnioną swobodę twórczą i w związku z tym mają pełne prawo do tworzenia dzieł, które uderzają w jakąkolwiek religię, system wartości czy grupę ludzi, niezależnie od tego czy są to Żydzi, Muzułmanie, Buddyści czy Chrześcijanie. Zostawię kwestią otwartą, czy takie „dzieło” można nazwać jeszcze artystycznym. Owi agitatorzy widzą jednak to pojęcie w sposób wyraźnie zniekształcony.
            Oczywiście ja sam uważam, że każdy człowiek ma prawo wyrażać swoje poglądy i opinie na rozmaite tematy. Nawet jeśli nie zgadzam się z czyimś zdaniem, to staram się wysłuchać drugą osobę, nie atakować, a jedynie dyskutować z jej sposobem patrzenia na rzeczywistość, nawet jeśli uważam, że wspomniane spojrzenie danej osoby  przypomina czytanie książki bez okularów, przez osobę o wadzie wzroku +6 dioptrii. Ważne jest to, aby nie próbować na siłę przekonać kogoś do swoich racji. Problem polega jednak na tym, że są tacy ludzie, którzy ideę wolności słowa wykorzystują do bezkarnego ośmieszania, lekceważenia i mieszania z błotem innych grup społecznych, wyznań, poglądów czy też  konkretnych osób.  Jeśli nie mam racji to mógłbym teraz napisać o Was, że jesteście ostatnimi frajerami. Albo przytoczyć konkretne imię i nazwisko i napisać, że osoba ta jest starym kretynem. Do tego dodałbym jeszcze, że ludzie, którzy przykładowo, nie słuchającego samego rodzaju muzyki co ja, to artystyczne bezguścia i idioci. Czy byłoby to w porządku?  Przecież jestem artystą, publikuję teksty, więc mam prawo napisać tutaj co mi się tylko podoba. Czyżby nie było różnicy pomiędzy wolnością słowa, a obrazą?





                             Nawet gdy czyjeś poglądy wydają nam się niedorzeczne, 
                                            należy temu komuś okazać szacunek.


            Jakiś czas temu, co zapewne wielu pamięta, w jednym z duńskich czasopism ukazała się karykatura Mahometa. Została ona przedrukowana i pojawiła się w gazetach w wielu innych krajach. Wywołało to spore zamieszki zarówno w tym spokojnym skandynawskim kraju jak i w innych miejscach na świecie. Osoby, które karykatury stworzyły, jak i te, które odpowiadały za ich publikację, w sposób pośredni przyczyniły się do zniszczenia w czasie późniejszych zamieszek : samochodów, sklepów, wybicia wielu szyb i poważnego zakłócenia porządku publicznego. Napięcia między kulturą islamu, a kulturą europejską wywołały utrzymujące się potem przez jakiś czas niepokoje społeczne, a autorzy tych głupawych rysunków wpadliby na dobry pomysł gdyby poprosili o policyjną ochronę.
Nie podoba mi się tendencja części Muzułmanów, która polega na tym, że na atakowanie ich wierzeń i kultury, zaraz najchętniej zareagowali by przemocą. Każdy, kto chociaż chwilę pomyśli, dojdzie do wniosku, że reagowanie przemocą na jakieś zło jeszcze nigdy w historii nie doprowadziło do  konstruktywnego  rozwiązania problemu. Oczywiście są pewne sytuacje, gdy użycie przemocy jest konieczne. Nie można stać z boku gdy na ojczysty kraj bezpodstawnie najeżdża armia innego państwa, albo gdy narażone jest zdrowie lub nawet życie własne lub czyjeś, jednak generalnie przemoc jest czymś, czego zawsze należy unikać. Tym, co mimo wszystko podziwiam u Muzułmanów, jest ich zdolność do zorganizowania się i stawiania zdecydowanego oporu i wyrażania niezadowolenia, gdy lekceważone i ośmieszane są ważne dla nich wartości.  Jest to cecha, której niestety brakuje Chrześcijanom. Słyszałem kiedyś opinię, że na świecie problemem jest nie tyle pojawianie się różnych złych zjawisk, ale słabość ludzi dobrych, którzy nie potrafią stawić zdecydowanego oporu. Nie pamiętam, kto jest autorem tego stwierdzenia, ale uważam, że jest w nim sporo prawdy.  Gdy obrazi się muzułmanów, bardzo możliwym jest, że odbije się to echem w wielu państwach. Kiedy zaś ktoś publicznie zakpi sobie z chrześcijan, głos podniesie paru wyższych hierarchią duchownych, niewielkie grupki wiernych, a cała sprawa prawdopodobnie w miarę szybko ucichnie. Na sam koniec powie się jeszcze, że dana osoba w imię konstytucyjnej wolności słowa miała prawo do szyderczej opinii więc nie może zostać ukarana.

      Nikt nie ma prawa lekceważyć i ośmieszać innych kultur, religii czy grup społecznych

Dlaczego, kiedy do powszechnego życia coraz śmielej wkraczają zgubne dla człowieka systemy wartości i style bycia, ludzie, którzy się im sprzeciwiają nie wyjdą tłumnie na ulice miast i nie wyrażą sprzeciwu wobec tych przedsięwzięć? Ludzie chcący dobra i porządku w miejscu, w którym żyją powinny odważnie i zdecydowanie stawić opór!
Dostrzegam tutaj coś jeszcze. Coś, co po dłuższym namyśle może budzić zdziwienie i przez co może pojawić się wiele pytań. Kiedy w Polsce chciano wprowadzić słynną ustawę ACTA, mająca  ograniczać wolność w wirtualnym świecie, wywołało to społeczną burzę. Na murach pojawiały się grafitti wzywające do sprzeciwu wobec ustawy, pojawiły się mające ten sam cel kampanie internetowe, runęła fala krytyki wobec rządu, a w miastach miejsce miały manifestacje anty-actowe, na które przychodziło po kilka tysięcy osób.  To na pewien sposób zdumiewające, że nic podobnego się nie dzieje w sytuacjach gdy pojawiają się pomysły ustaw godzące w moralność chrześcijańską lub gdy dzieją się inne zjawiska z którymi czciciel znaku krzyża nie może się zgodzić. Przykładowo, coraz częściej pojawiają się kluby, których główną atrakcją są połowicznie ubrane panie. Dlaczego nie usłyszałem głośnego sprzeciwu wobec tego zjawiska? Przecież z pewnością jest wielu ludzi, którzy nie akceptują sytuacji gdy w centrum ich miasta powstają lokale o takiej niezbyt przyzwoitej działalności. Jestem pewien, że w kraju muzułmańskim sprawy potoczyłyby się w zupełnie odmienny sposób.
            Wracając do kwestii wolności słowa. To dobrze, że mieszkam w kraju, w którym ludzie mają prawo do wyrażania swoich opinii. Dobrze wiedzieć, że mogę spokojnie powiedzieć coś, co może wydać się niepopularne lub niezgodne z opinią większości, choć jak wiemy, mogą nas czasem z tego powodu spotkać pewne przykrości. Trzeba jednak pamiętać, że wolność słowa absolutnie nikomu nie daje prawa do wyrażania opinii, które pozbawiają godności drugiego człowieka, lub wyrażają się bez szacunku wobec wartości, które dla kogoś innego są ważne. Wolność słowa jest czymś cennym. Powiedzą Wam o tym ci, którzy żyli w Polsce w latach 1945- 1989. Prawdziwa wolność słowa szanuje każdego człowieka z jego kulturą, religią i wartościami.


                                                                                                                      11.03.2013

Elegancka przeszłość i zadziorna nowoczesność


W ciągu kilkunastu lat zmianom uległo wiele gałęzi technologii.  Nowe trendy nietrudno przeoczyć także na polu motoryzacji.


Gdyby spotkać kogoś z grona moich najbliższych znajomych i zapytać o to, czy jestem kimś, kto jest na bieżąco z tym co dzieje się w świecie motoryzacji,  to zapewne odpowiedzieliby, że jestem niezłym automaniakiem. Rzeczywiście jest to prawda, co zresztą nietrudno wywnioskować śledząc moje felietony. Musiałbym tu jednak sprecyzować, że nie dotyczy to motoryzacji ogólnie, ale zawęża się do świata wyścigów i sportowych samochodów. Potrafię w miarę precyzyjnie podać osiągi różnych modeli Ferrari, McLarena lub Lamborghini. Nie zawsze jednak orientuję się w danych dotyczących aut jakie można zobaczyć na zwyczajnych ulicach gdy tylko wyjdzie się przed dom. Owszem, odróżnię Fiata od Toyoty, ale gdyby zapytać mnie o ich moc albo maksymalną prędkość mógłbym poczuć się nieco zakłopotany.
            Wiem zatem, że Lamborghini na najbliższy salon samochodowy w Genewie szykuje nowy kocept GT,  Ferrari niedługo pokaże auto zbudowane z okazji 70-lecia firmy,  a Bentley już niebawem zacznie sprzedawać wielką czterodrzwiową i luksusową w każdym calu limuzynę. Śledząc już od lat to co dzieje się w dziedzinie sportowych samochodów zauważam też jak zmienia się stylistyka. Wystarczy popatrzeć na bolidy F1 z minionego sezonu. Tym, co z pewnością zauważy nawet ktoś kto nie interesuje się wyścigami, są duże, rzucające się w oczy spoilery i inne mniejsze elementy, których zadaniem jest poprawa aerodynamiki. Oczywiście ma to swoje uzasadnienie. Dzięki tym elementom auta lepiej trzymają się drogi, a jazda jest łatwiejsza dla kierowcy. Wystarczy jednak cofnąć się do roku, powiedzmy, 2000 by zobaczyć jaka w ciągu 13 lat zaszła  różnica. Można również przyjrzeć się autom startującym na przełomie wieku w wyścigu Le Mans i porównać je z tymi z roku 2012. Tutaj widać, że starsze auta charakteryzowały się bardziej smukłą sylwetką, z kolei te dzisiejsze jak chociażby superwyścigowe Audi R18 mogą bardziej kojarzyć się z jedno, ewentualnie dwuosobowym pojazdem międzygalaktycznym. 

                             Marcello Gandini, Sergio Pininfarina i Giorgetto Giugiaro  -  
                              dzięki ich wyobraźni powstały auta podziwiane do dzisiaj


Wróćmy jednak do aut, które mogą legalnie jeździć po zwyczajnych drogach. Przeglądając gazety na temat motoryzacji lub serfując po internecie, często mam okazję oglądać najnowsze modele szybkich samochodów.  Podziwiam ich oszałamiający wygląd, doceniam pracę jaką musiały wykonać osoby odpowiedzialne za stworzenie komfortowych i obszytych skórą wnętrz i dostrzegam jakim talentem musi wykazać się ktoś, komu zostało powierzone takie dopracowanie mechanicznych szczegółów auta, aby jazda była ekscytująca i bezpieczna jednocześnie. Bardzo podoba mi się najnowszy model Vipera,  który  był niedawno prezentowany  w  motoryzacyjnym programie przygotowanym przez amerykańskiego prezentera telewizyjnego oraz komika Jay’a Leno. To auto jest znakomitym połączeniem tej stworzonej na początku lat 90-tych legendy motoryzacji, z nowoczesnością.  Świetnie prezentuje się także ostatni model Chevroleta Corvette, choć można mu zarzucić nadmierne podobieństwo do Ferrari 599.  Jak zawsze rewelacyjne jest też Lamborghini ze swoim Aventadorem, które zwłaszcza pomalowane na czarno, zyskuje wygląd pojazdu będącego własnością samego Batmana. Te auta rzeczywiście zasługują na podziw. W dodatku mają one wiele udogodnień takich jak stała nawigacja, systemy kontroli trakcji czy różne inne czujniki mające czynić jazdę bezpieczniejszą i bardziej komfortową, a które trudno wszystkie wymienić.
Można się temu dziwić, ale mimo tych wszystkich gadżetów i oszałamiającego wyglądu, wolę sportowe samochody z lat 90-tych i kilku pierwszych lat XXI wieku. Styl aut, które były produkowane kilka, a czasem nawet kilkanaście lat przed erą iPhoneów czy YouTube’a  bardziej mi opowiada. Maszyny z tamtych czasów mają pewną grację i klasę, którą czasem ciężko mi jest uchwycić we współczesnej motoryzacji. Kształty tych dawniejszych samochodów są bardziej smukłe,  nieco bardziej stonowane niż współczesna auto-moda i mimo ewidentnie sportowego, a czasem nawet agresywnego charakteru, myślę, że ich zarysy mają w sobie jednocześnie coś delikatnego. Warto tutaj wspomnieć dwóch wybitnych projektantów: Marcello Gandiniego i Sergio Pininfarinę,  których myśl i wyobraźnia sprawiły, że dziś możemy podziwiać takie dzieła sztuki i techniki jednocześnie jak Ferrari Testarossa, 550, Enzo, Bugatti EB110, Lamborghini Countach, Diablo. Nie zapominajmy też o Giorgetto Giugiaro,  który założył studio odpowiedzialne za takie projekty jak Lotus Esprit, Maserati 3200 GT lub kosmiczne i prawie w ogóle nie znane auto o nazwie Alfa Romeo Italdesign Schigera. Uważam, że nie będzie przesadą jeśli powiem, że sportowe samochody z tamtych czasów mogą być tak samo podziwiane jak rzeźby antycznych Greków albo świątynie starożytnych Rzymian. Do tego nie miały tych wszystkich elektronicznych gadżetów, czujników i innego wyposażenia, które tak powszechne we współczesnej motoryzacji, odbierają jednak kierowcy samodzielność i pewne poczucie swobody.
                   Auta sportowe lat 90-tych (lewa) i te z lat ostatnich (prawa)
                Od góry: Ferrari 550 i F12, Mclaren F1 i P1, Corvette C5 i C7

Z czym spotykam się dzisiaj?  Co powiedzieć o współczesnych projektach? Żeby być uczciwym to muszę przyznać, że wygląd dzisiejszych aut wyczynowych również może wzbudzić zainteresowanie przechodniów i charakteryzować się oryginalnością. Mimo wszystko często do ich kształtów wkrada się  pewna kanciastość. Zdarzają się różne dziwne przetłoczenia,  przeprojektowane moim zdaniem nosy (w sensie maski) lub też zbyt ostro wyglądający tył. Wiem, że moje opisy może nie są zbyt eleganckie, ale ciężko mi znaleźć lepsze określenia. Podsumował bym to tak, że elegancja i smukłość  są po części zastępowane przez większą kanciastość i, tak…myślę, że to dobre wyrażenie – pewną krzykliwość.   Tak, jakby wygląd samochodu miał mówić, że jego właściciel to ktoś dominujący nad innymi, lepszy, liczący się bardziej niż ci, którzy być może nie mają takiej pozycji jak on. Może to zbyt daleko idący wniosek, ale czyżby wygląd współczesnych aut miał odzwierciedlać dążenia wielu ludzi i zjawiska obserwowane w dzisiejszych czasach?  Większa krzykliwość   produkowanych obecnie automobilów zdają się odzwierciedlać narastający hałas, i narzucanie się  otaczającej nas rzeczywistości. Wygląd auta, który ma pokazywać, że właściciel to „jednostka dominująca” wskazuje na to, że dziś dla wielu ludzi bardzo liczy się to czy są postrzegani  jako ktoś przebojowy, zawsze odnoszący sukcesy, podążający za aktualnymi trendami  i liczący się w społeczeństwie – ludzie boją się być takimi jakimi są naprawdę. Gdy czynniki te stają się motywem zakupu nowego samochodu, to zakup ten staje się pewną formą zakładania maski. Tak więc, choć dzisiaj także produkowanych jest wiele wspaniałych aut, to jednak coraz częściej brakuje im pewnej gracji jaką mieli ich poprzednicy sprzed kilkunastu lat.
Oczywiście nie chodzi mi o to, aby krytykować stan współczesnej motoryzacji i pisać jakie to kiedyś były auta z klasą, a te dzisiejsze to nawet nie dorastają im do pięt. Gdybym celem kupna samochodu znalazł się w salonie gdzie sprzedają sportowe auta z lat obecnych jak i te nieco starsze, to  szedłbym wolnym krokiem podziwiając Ferrari F12, Astona Martina One77 czy Jaguara F-Type z roku 2013. Po chwili przeszedłbym jednak do działu 1990 – 2000 i wybrałbym coś z tego segmentu. Na nowinkach technicznych w aucie mi nie zależy, a od kanciastych przetłoczeń i nowocześnie wyglądających nadwozi wolę być może już nieco niemodną smukłość, elegancję i delikatność .


                                                                                                               26.02.2013

Filozofia kryzysu


Raczej nikt z nas nie uniknie życiowych trudności.  Czytając gazetę na temat sportu samochodowego odkryłem jednak pewną filozofię radzenia sobie z nimi.


Dziś chciałbym pokazać Wam pewną życiową postawę. Jest to sposób patrzenia na rzeczywistość w momentach, można powiedzieć ogólnie, kryzysowych. Sposób ten z reguły przypisuje się filmowym bohaterom, różnego rodzaju wyczynowcom i nieprzeciętnym osobom, ale tak naprawdę jest dostępny dla każdego. O co chodzi? Przeczytajcie sami.
            Wszystko zaczęło się od pewnego lutowego przedpołudnia. Miałem wtedy okazję, aby wybrać się do znanego centrum handlowego znajdującego się na poznańskim śródmieściu. Był to poniedziałek, a co za tym idzie znaczna część społeczeństwa właśnie siedziała w swoich miejscach pracy i innych codziennych zajęć. Nic zatem dziwnego, że w środku było niewielu ludzi. Jeśli jednak na kogoś natrafiłem to byli to z reguły: pracownicy centrum handlowego, siedzący w barach i restauracjach, omawiający jakąś nową strategię dla firmy  biznesmeni oraz niemający co ze sobą zrobić w czasie zimowej przerwy studenci. Wiem, że ja też jestem studentem, ale mogę zapewnić, że nie znalazłem się tam z powodu braku zajęć. Tak więc kiedy większy procent społeczeństwa siedział w biurze przed ekranem komputera, załatwiał rozmaite sprawy lub  narzekał na swojego szefa, ja przemierzałem duży hol, patrząc na sklepowe wystawy i obserwując mijanych ludzi.
            W końcu wszedłem do Empiku w celu przejrzenia prasy muzycznej i/lub motoryzacyjnej. Po paru chwilach odnalazłem jeden z interesujących mnie działów, a kilkanaście sekund później trzymałem w rękach gazetę o Formule 1. Przeglądając stronę za stroną dotarłem do interesującego wywiadu z Robertem Kubicą. Kubica, jak pewnie wiecie, przechodzi rehabilitację po ciężkim wypadku. Leczenie idzie na tyle dobrze, że polski kierowca ma już za sobą starty w rajdach samochodowych i testy w aucie wyścigowym. Przyznaje jednak, że nim wróci do Formuły 1, musi jeszcze minąć trochę czasu.

„Wciąż wierzę w to, że mogę wrócić. Obecnie mam pewne ograniczenia dotyczące prowadzenia single-seaterów*, jednak jest lepiej. Nie jest już jak pół roku temu, czy trzy miesiące temu. Dzięki rajdom i testom na torze moja forma powoli ulega poprawie, ale przede mną jeszcze długa droga.”

                          Mimo, że nie zawsze jest łatwo, Robert nie traci wiary w siebie

            W wywiadzie wiele miejsca poświęcone jest teraźniejszości oraz przyszłości Roberta. Z zaciekawieniem czytałem o jego niedawnych startach w rajdach czy testach, które okazują się niemałymi sukcesami. Tym co jednak robi największe wrażenie jest jego postawa wobec przeciwności jakie go spotykają. Nie ma frustracji, złości czy zniechęcenia. Zamiast tego optymizm i stoicki spokój, które niemal udzielają się czytającym artykuł.

„Frustracja nic mi nie da. – mówi Robert - Nie ma innego wyjścia, muszę dalej się starać w tej trudnej sytuacji. Nigdy nie ma końca: cały czas starasz się być lepszy i się poprawiać.”

Kiedy sprawy nie idą  po naszej myśli łatwo jest ulec pewnemu zniechęceniu i rozżaleniu. Wcale się oczywiście nie dziwię, że w obliczu zdarzeń, których wolałoby się uniknąć pojawiają się negatywne myśli, pesymizm, a wewnętrzny stan człowieka przypominać może wędrówkę po śliskim szlaku przy pochmurnej pogodzie i silnym przeciwnym wietrze.  Co wtedy zrobić? Czy zejść z tego szlaku uznając dalszy marsz za niepewny i ponad siły? Może jednak lepiej będzie podnieść głowę do góry i utrzymać kurs? Myślę, że wzorem Kubicy, nie ma co się za dużo mazgaić, ale trzeba dostosować się do sytuacji  i z opanowaniem oraz optymizmem ruszać dalej.
            Do głowy przyszła mi też inna refleksja. Trudności, kryzysy i różne niełatwe sytuacje są czymś czego człowiek zazwyczaj za wszelką cenę chce uniknąć i ominąć je szerokim łukiem. Dla mnie jak i wielu studentów czymś takim mogą być chociażby zaliczenia, egzaminy i poprawki (te ostatnie zdarzają mi się dosyć często). Mogą to być także problemy w relacjach z drugim człowiekiem, kłopoty w pracy, choroba, zepsuty samochód i wiele innych. Możesz w myślach wstawić tutaj jakiś swój problem.  To oczywiście naturalne, że nikt nie chce tego przeżywać, ale warto na to spojrzeć z innego punktu widzenia. Czasami  te negatywne wydarzenia mogą doprowadzić do czegoś dobrego. Przejście przez trudne sytuacje może być cennym doświadczeniem lub uczyć doceniania tego na co zazwyczaj nie zwraca się większej uwagi.

„Mówicie, że wyglądam na optymistę, ale uwierz mi, czasami nie jest tak pozytywnie. W naprawdę ciężkiej sytuacji, kiedy nagle dostrzegasz pewne pozytywy w przyszłości, to zdajesz sobie sprawę, że nawet najmniejsze rzeczy są ważne.”

                        Zawsze należy z wiarą w siebie i optymizmem iść do przodu.

            Raczej nie znam nikogo, komu nigdy nie przytrafiłyby się przygnębiające sytuacje czy życiowe trudności. Postawa Roberta Kubicy pokazała mi jednak pewną filozofię radzenia sobie w takich momentach. Można się mazgaić, narzekać, zamartwiać i denerwować tym co się stało.  Można przewlekle rozpamiętywać jaka to krzywda się dzieje.  Tylko czy to do czegoś doprowadzi? Chyba tylko do jeszcze większej frustracji.
Lepiej z opanowaniem przyjąć daną sytuację, czego nie należy mylić z biernym zgadzaniem się na swój los, by z optymizmem i wiarą w siebie ruszyć do przodu. Do tego naprawdę nie trzeba być bohaterem z amerykańskich filmów albo Robertem Kubicą.

„Jeśli będę miał szczęście, będę pracował i elementy układanki się ułożą, to może któregoś dnia poprowadzę samochód F1."

Czego ja i wielu ludzi Tobie życzy.

                                                                                                           14.02.2013



*single-seater  -  samochód wyścigowy z odsłoniętymi kołami posiadający ciasny kokpit 
                            przeznaczony zazwyczaj dla jednej osoby

Cały wywiad z Robertem Kubicą można przeczytać w lutowym wydaniu magazynu „F1 Racing”.




Białe szaleństwo


 Zima to znakomity czas na podnoszenie swoich umiejętności jazdy. Nawet jeśli inni uznają nas za wariatów

            Muszę przyznać, że podobała mi się tegoroczna zima. Śniegu nie brakowało, a i solidny mróz dawał o sobie znać.  Dość gruba warstwa białego puchu sprawiła, że wieczory w mieście stały się cichsze niż zazwyczaj, jeździło mniej samochodów, a większość ludzi pochowała się w ciepłych domach.  W takich właśnie momentach bardzo lubię przechadzać się ulicami miasta. Jest wtedy tak spokojnie i trochę nastrojowo.  Przyjemnie było na przykład późnym i mroźnym wieczorem, który sprawiał, że człowiek czuł się mieszkańcem Norwegii lub Szwecji, a nie Polski, wyjść z domu i przy akompaniamencie skrzypiącego pod nogami śniegu wybrać się do klubu bilardowego, aby rozegrać z kolegą kilka partyjek i wypić drinka. Wydaje mi się, że ludzie, którzy dają przestraszyć się takiej pogodzie, tracą rozmaite przyjemne chwile.
Nie zapomnę też sytuacji, w których widziałem przemarzniętych, spieszących ku ciepłym pomieszczeniom ludzi, w czasie gdy ja szedłem wyprostowany i z podniesioną głową nie bojąc się chłodu, a to dzięki kurtce od North Face’a, ocieplanym spodniom, zimowym butom, polarowym rękawiczkom, a także pewnemu zahartowaniu jakie dał mi sport.
            Mojego entuzjazmu z pewnością nie zrozumie wielu kierowców, którym przyszło się mierzyć z zimowymi warunkami. Przyznam, że samemu chciałem uniknąć jazdy po zaśnieżonych drogach ze względu na bezpieczeństwo i chęć chronienia mojego samochodu przed całym tym syfem jaki leżał na ulicach. Plan był taki, że czasy, kiedy wszędzie leży śnieg, samochód będzie sobie odpoczywał. Sprawy potoczyły się jednak w ten sposób, że ze swoich obaw i strachu zostałem  wyciągnięty, kiedy ostatnio samemu musiałem się zmierzyć ze śnieżną jazdą. W ten sposób z kogoś kto obawiał się jazdy zimą stałem się kimś, komu jazda w takich warunkach po zasypanych ulicach poza miastem, sprawia wielką frajdę. Moja pewność siebie jako kierowcy wzrosła.  Żałowałem nawet trochę, że w pewnym momencie musiałem zjechać z takich dróg i wjechać na odśnieżoną, komfortową trasę szybkiego ruchu. Widać, to jednak prawda, że często najlepszą metodą zwalczenia strachu jest spotkanie się z nim.

Zapewniam Was, że jazda nieodśnieżonymi drogami to prawdziwa frajda.

            Dlatego dobrze rozumiem kierowców, dla których zima była okazją do znakomitej zabawy za kierownicą. Parę dni temu widziałem w internecie filmik, na którym właściciele niekoniecznie sportowych samochodów, jeździli kontrolowanym poślizgiem na terenie parkingu przy jakimś poznańskim supermarkecie. Szczerze mówiąc nic szczególnego. Samochód kręcący bączki, jeżdżący wokół latarni i robiący  „ósemki”. Wszystko jest w porządku i nie widać aby owe osoby przyczyniały się do powstania jakiegoś zagrożenia, nie licząc przydzwonienia autem w latarnię.  Mimo to nie zabrakło takich osób, które zdecydowanie skrytykowały owych amatorów niecodziennej jazdy. Na pewnej stronie internetowej ich zachowanie zostało napiętnowane, uznane za nieodpowiedzialne, głupie i niebezpieczne. Tylko, że nie za bardzo wiem co jest niebezpiecznego w ćwiczeniu wychodzenia z poślizgu i zbieraniu doświadczenia za kierownicą gdy odbywa się to na parkingu pustym, a na pewno w sporej odległości od innych zaparkowanych aut lub maszerujących zakupowiczów. Ktoś powiedzieć może, że jest to przecież miejsce publiczne i takie zachowanie jest wykroczeniem. Teoretycznie tak, jednak moim zdaniem przepisy są po to, aby służyły człowiekowi, a nie aby człowiek służył przepisom.
Od czego są zatem szkoły bezpiecznej jazdy i dni otwarte na torze  wyścigowym?  To prawda, że takie zajęcia z instruktorem dużo dają. Nie każdego jednak na to stać, poza tym nie we wszystkich miejscowościach takie zajęcia się  odbywają.
            Zgodziłbym się z krytykantami jeśli takie zabawy komuś by zagrażały.    Popieram na przykład zwalczanie procederu ulicznych, nielegalnych wyścigów. Nawet jeżeli owi „kierowcy wyścigowi” posiadają wysoki poziom umiejętności, to mogą swoim zachowaniem sprowokować kogoś mniej doświadczonego do wykonania niezbyt przemyślanego manewru, który sprawi, ze auto przeżyje bliskie spotkanie z przydrożnym znakiem. W tym przypadku jednak, który przed momentem opisywałem, uważam  ich argumenty za tak celne jak strzał z łuku do tarczy wykonywany przez gościa, który właśnie wypił kilka piw.
Bardzo łatwo jest oceniać i formułować wnioski na podstawie strzępków informacji, które do nas docierają. W Polsce, ale i chyba w wielu miejscach na świecie, jest to dość powszechne. Gdy w gazecie ukaże się zdjęcie znanego aktora z niewyraźną miną i kieliszkiem w ręku, bardzo szybko ktoś przypisze mu opinię ochlapusa. Mało kto pomyśli, że może wino było niedobre. Gdy w internecie  przeczyta się wyrwaną z kontekstu wypowiedź znanego polityka, łatwo udowodnić mu jakieś nieczyste intencje. Komu przyjdzie do głowy, że to po prostu przejęzyczenie? Gdy ktoś zobaczy filmik, na którym jakiś młody człowiek kręci bączki na pustym parkingu, uzna go za pirata drogowego i kogoś kto dziesięć razy oglądał każdą część „Szybkich i Wściekłych”. Widocznie to kosztuje zbyt wiele wysiłku, aby uznać, że to osoba, która celowo wybrała puste miejsce, aby w bezpiecznych warunkach podnosić swoje umiejętności. Oj, nieładnie Polacy!! Pora skończyć z patrzeniem na innych z niechęcią, z tym nieustannym krytykowaniem i wypatrywaniem komu by tu jeszcze słownie dołożyć.

                            Warto szukać miejsc gdzie można podnieść swoje umiejętności 

            Tymczasem nawet Sobiesław Zasada, były kierowca rajdowy zachęca w swej książce „Szerokiej Drogi”, aby szukać pustych miejsc i ćwiczyć swoje umiejętności. Drodzy amatorzy nieprzeciętnej jazdy. Zachęcam Was do tego samego. Myślę, że nie robicie niczego złego. Dam Wam jednak parę rad. Upewnijcie się, że w miejscu jakie sobie wybraliście, na pewno dla nikogo nie stanowicie zagrożenia.  Następnie rozejrzyjcie się czy w okolicy nie kręcą się żadni policjanci, którzy niekoniecznie muszą podzielać naszą pasję. Dalej, jeśli nakręcicie filmik, albo zrobicie zdjęcia Waszych wyczynów, to nie publikujcie ich w internecie, aby uniknąć niepotrzebnych kłopotów. Na koniec jeszcze raz się upewnijcie, czy będzie bezpiecznie. Przyjemnej jazdy!!
A ja, kiedy przyjdzie kolejna zima, zmieniam opony na zimowe i samemu ruszam na spotkanie z białym puchem.


                                                                                                                      28.1.2013